Loque
24-02-2017, 11:05
Witam. Mam spory problem ze swoim seicento.
Na wstępie powiem, że po ostatnich roztopach na podwórku zrobiło się bagno, a że jest trochę pod górkę z trudem wjeżdżałem nie raz dopiero za drugim lub trzecim razem.
Wszystko było ok ale 2 dni temu wracając z pracy (jakieś 14 km) 4 km przed domem zaczęła nienaturalnie drżeć kierownica, wręcz lekko latała na boki. Przy skręcie w lewo, był spory opór i czuć było jak kierownica sama wyrywa się w prawo. Następnego dnia przed pracą postanowiłem spojrzeć pod spód czy wszystko ok. Tata kręcił kierownicą na boki, nie widać było żadnych luzów na drążkach, sworzniach. Skontrolowałem ciśnienie w oponach i w lewym było sporo mniej, więc dopompowałem i pojechałem na 2 zmianę. Jadąc do i z pracy wszystko padał ulewny deszcz, wszystko było ok, bicia nie było. Pomyślałem, że to wina ciśnienia w oponach.
Wczoraj pogoda była ładna, nie padało i problem znowu się pojawił w połowie drogi do tego stopnia, że w zakręty musiałem bardzo wolno wchodzić bo bicie było bardzo duże, na rondzie przy skręcie w lewo coś strzeliło, chyba przy lewym kole, jakoś dojechaliśmy, ciśnienie w oponach było ok. Wracając z pracy już od początku było słychać jakieś tętnienie, bicie przy skrętach. Bicie na kierownicy pojawiło się znowu w połowie drogi. Dojechałem do domu no i samochodem się już nie ruszę bo żarty się skończyły.
Jestem w kropce bo nie jestem pewny co to może być. Nie wiem ale wydaje mi się, że winne mogą być tarcze hamulcowe, które po nagrzaniu się mają bicie. A może padł któryś z przegubów? Ktoś z was miał może podobną sytuację lub wie co to może być?
Przepraszam za długi post ale starałem się opisać wszystko dokładnie.
Na wstępie powiem, że po ostatnich roztopach na podwórku zrobiło się bagno, a że jest trochę pod górkę z trudem wjeżdżałem nie raz dopiero za drugim lub trzecim razem.
Wszystko było ok ale 2 dni temu wracając z pracy (jakieś 14 km) 4 km przed domem zaczęła nienaturalnie drżeć kierownica, wręcz lekko latała na boki. Przy skręcie w lewo, był spory opór i czuć było jak kierownica sama wyrywa się w prawo. Następnego dnia przed pracą postanowiłem spojrzeć pod spód czy wszystko ok. Tata kręcił kierownicą na boki, nie widać było żadnych luzów na drążkach, sworzniach. Skontrolowałem ciśnienie w oponach i w lewym było sporo mniej, więc dopompowałem i pojechałem na 2 zmianę. Jadąc do i z pracy wszystko padał ulewny deszcz, wszystko było ok, bicia nie było. Pomyślałem, że to wina ciśnienia w oponach.
Wczoraj pogoda była ładna, nie padało i problem znowu się pojawił w połowie drogi do tego stopnia, że w zakręty musiałem bardzo wolno wchodzić bo bicie było bardzo duże, na rondzie przy skręcie w lewo coś strzeliło, chyba przy lewym kole, jakoś dojechaliśmy, ciśnienie w oponach było ok. Wracając z pracy już od początku było słychać jakieś tętnienie, bicie przy skrętach. Bicie na kierownicy pojawiło się znowu w połowie drogi. Dojechałem do domu no i samochodem się już nie ruszę bo żarty się skończyły.
Jestem w kropce bo nie jestem pewny co to może być. Nie wiem ale wydaje mi się, że winne mogą być tarcze hamulcowe, które po nagrzaniu się mają bicie. A może padł któryś z przegubów? Ktoś z was miał może podobną sytuację lub wie co to może być?
Przepraszam za długi post ale starałem się opisać wszystko dokładnie.