Witamy na Fiat Klub Polska

Archie

troche to trwało....

Oceń wpis
przez w dniu 28-05-2012 o 20:59 (612 Odwiedzin)
Trochę to trwało wszystko ale nareszcie samochód mam powiedzmy "do jeżdżenia".

Ostatnio pisałem, że chcę wymienć kilka rzeczy. W sumie to sie tak popieprzyło, że ohoho...!

Zaczęło się od feralnego akumulatora. Miałem jechać go wymienić ale nie pojechałem, wiadomo każdemu może coś wypaść czasem. Stwierdziłem zatem, że pojadę na działeczkę do Tenczynka (ok 30km od Krakowa). W międzyczasie musiałem podjechać do pracy tak mniej więcej w 1/3 drogi i całe szczęście! Wyjeżdżam z Krakowa, radyjko gra, psiura śpi na fotelu pasażera (spróbowałbym ją gdzieś indziej usadzić....) 80km/h na blacie i pomykam do celu. Nagle widzę komunikat i kontrolkę, iż nie mam wspomagania! sprawdzam na kole i faktycznie ledwo moge kolem obracać! (215/45 R17) Fart chciał, byłem na prostej i mniej więcej za 150 metrów miałem stację benzynową. Jakoś na siłę zjechałem, przypomniałem sobie, że czasem pomaga wyłączenie silnika odczekanie mintutki i ponowne jego włączenie. Tak też zrobiłem, o dziwo udało się! kontrolka zgasła, wspomaganie powróciło na swoje standardowe miejsce. Pojechałem dalej bo do pracy miałem już mniej niż 4 kilometry. Tuż pod budynkiem wyskoczyły mi wszystkie możliwe błędy znowu brak wspomagania ba! hamulca w ogóle wszystkiego. Auto zgasło i nie odpali. Dobrze, że znajomi mieli kable to go odpaliliśmy.

pomijając całą historię późniejszą: akumulator zdechł kompletnie, pojechałem ze znajomym go wymienić i profilaktycznie stwierdziłem, że wrócę do Krakowa, niech mi go lepiej mechanik sprawdzi. I znowu miałem szczęście. Przy wjeździe do miasta dokładnie identyczna sytuacja jak pod budynkiem. Wszystko zdechło a mam przecież już olbrzmi akumulator i powinno być ok. Lawet i wio do mechanika.

Finał?
680 zl za alternator, rolkę, napinacz, pasek i robociznę.

Nie do wia ry. Jak kiedyś jeszcze będę kupować samochód to tylko z urządzeniami diagnostycznymi.

Jeszcze przy okazji montażu podłokietnika musiałem ruszać fotel pasażera. Skończyło się to oczywiśćie błędem poduszki. Korzystając z fantastycznego manuala co zrobić w razie.... przygotowałem sie i na działeczce, na którą w końcu dotarłem (co prawda tydzień później), postanowiłem rozrpawić się z problemem. Znowu kurde zonk. Mata już dawno odcięta i w jeje miejsce wsadzony emulator. Przepraszam za szumnie powiedziane. Coś owinięte czarną izolacją i chyba mające robić za emulator. Tak czy inaczej potraktowałem wszystko specyfikiem do styków (oczywiśćie wszystko delikatnie rozkładając) pomogło fakt ale do kolejnego rozruchu silnika. znowu mam błąd. jakoś na dniach wyciągnę to wszystko w cholerę i jeszcze raz poczyszczę a ten wynalazek odwinę i sprawdzę, czy tam się coś nie odlutowało czy ki diabeł. Pewnie i tak się skończy na kupnie nowego emulatora.

Przy okazji posprawdzałem sobie kilka innych układów i już wiem, że mam do wymiany spalone silniczki: tylniej wycieraczki, spryskiwaczy i ustawienia świateł z prawej strony bo nie działa pochylenie. Bezpieczniki sprawdziłem i są całe, a urządzenia diagnostycznego nie posiadam (MUSZĘ kupić).
I jeszcze jedna rzecz... Poduszka pod slnikiem... Kiedy przyśpieszam słyszę stuk. Nie zawsze, tylko kiedy dodam bardziej gwałtownie, jeśli robię to powolutku (bardzo powolutku) nic takiego się nie dzieje. Zakładam, że to jedna z poduszek?
Jeżeli ktoś z forumowiczów ma jakiś pomysł na jakikolwiek z tych problemów zamieniam się w słuch...


W tym tygodniu średno mam czas ale postaram się podjechać na kilka szrotów, może akurat będą mieli interesujące mnie części. Wiadomo poduchy nie wezmę ze szrotu ale może całą resztę, a może znajdę tą jasną tapicerkę która tak mi się marzy...

Pozdrawiam!
Tagi: Brak Edytuj Tagi
Kategoria
Bez kategorii

odpowiedzi

Trackbacks