KrzychuB
26-10-2010, 10:14
W sobotę po pracy chciałem jechac do mechanika przez to że auto tak, dławiło , nie miało mocy, gasło itp. Jechałem jako drugi ( na awaryjnych) a przede mną ojciec jechał swoim autem. W połowie drogi zaczęło strasznie strzelac do tłumika, normalnie jakby miało silnik rozwalic. Chwilę później awaryjne światła zaczęły zdrowo napierniczac oraz zaczął mi leciec dym na wysokości ręcznego hamulca :( Pieronem na pobocze, uchyliłem lekko maskę a tam nic, patrzę a dym leci spod auta. Okazało się że zapalił się katalizator :sciana: Na szczęści po ok 15 minutach sam zgasł, na tyle że bez gaśnicy się obeszło. Wtedy na auto hol i dalej do mechanika. Po przyjeździe na miejsce, mechanik stwierdził, że katalizator niestety na złom bo go zatkało (stopiło). Potem odpaliliśmy samochód a tu dalej strzela i brak mocy. Mechanik wziął i podmienił palec, oraz kopułkę rozdzielacza od resztek innej skody co miał (on jest wychowany na skodzie) i problem ZNIKNĄŁ :D Okazało się, że sprzedawca w sklepie motoryzacyjnym popierniczył części, a ja że laik to się nie skapłem, bo na początku autko normalnie chodziło. Dziś auto odebrałem, ma założoną strumienicę i już normalnie jeździ i jakby mocniejsza trochę była :D